Co dalej z bezpieczeństwem w Parku Staromiejskim?
Straż miejska od pilnowania porządku czy prezydenta?
Pilnują porządku w magistracie, chroniąc władze Łodzi przed niepożądanymi gośćmi. Na pobliskich parkingach dbają, by nikt nie zajął miejsca przeznaczonego dla urzędnika. Nie ma chyba uroczystości w mieście z udziałem władzy, bez mniej lub bardziej licznej asysty straży miejskiej. Za to nie uświadczy się strażników (w wystarczającej liczbie) na osiedlowych uliczkach, parkowych alejkach, skwerkach czy ryneczkach. Dlaczego? Bo w Łodzi jest straż prezydencka, a nie miejska.
(…)
Strażnicy do niedawna pilnowali również parku Ocalałych, by wandale nie niszczyli pamiątkowych drzewek sadzonych przez ocalałych z łódzkiego getta. Pełnią całodobowe służby w parku Staromiejskim i znów nie dlatego, że jest to szczególnie niebezpieczne miejsce, jak usiłował przekonywać Waldemar Walisiak, ale dlatego, że stoją tam pomnik Dekalogu oraz wizualizacja dawnej synagogi. Owszem, były one notorycznie niszczone przez wandali, ale w Łodzi jest mnóstwo miejsc, które chuligani niszczą, okradają, dewastują. I co? Nie strzegą ich strażnicy miejscy.
Podobnie było z wystawami urządzanymi pod gołym niebem w parku Staromiejskim. Nocny patrol miał obowiązek pilnować, by nikt wystawy nie niszczył, wiem to od samych strażników, zirytowanych takimi obowiązkami. Irytowało ich nie to, że muszą iść na nocny patrol, ale to, że zamiast na ulicy, siedzą w aucie, w parku i pilnują zdjęć. Przecież nie po to wybierali służbę w straży i raczej nie po to powoływano do życia samą formację.
Prawie nikt nie pilnuje parków, nie patroluje osiedlowych uliczek. A tymczasem, sądząc z rozmów z łodzianami, właśnie tam, wieczorami i szczególnie latem, byliby strażnicy najbardziej potrzebni.
Bo straż miejska miała w założeniach pilnować porządku. Dokładnie oznacza to, że zadaniem strażnika jest: wlepianie mandatów za nieodśnieżony chodnik i za niesprzątniętą psią kupę, zakładanie blokad na koła źle zaparkowanego auta, odwożenie pijaczków do izby wytrzeźwień. A także reagowanie na sygnały łodzian o wandalach niszczących ławki w parku, bluzgających na ulicy czy wybijających sklepowe szyby. Strażnicy zostali powołani po to, by pomagać mieszkańcom, a nie dla zapewnienia komfortu prezydentowi, jego zastępcom czy innym urzędnikom. Temu miały służyć uruchamiane w dzielnicach posterunki – by strażnicy byli bliżej łodzian i łatwiej im było interweniować w terenie, który znają. Nie są bliżej, bo na przykład na osiedlu Teofilów pomaga łodzianom zaledwie dwóch strażników – na kilkanaście tysięcy mieszkańców…
Ale dla Jerzego Kropiwnickiego posterunek w pasażu Schillera jest nie dla łodzian, ale po to, by straż pilnowała porządku podczas uroczystości z jego udziałem. To znów słowa, jakie usłyszeli strażnicy podczas wtorkowego spotkania ze zwierzchnikiem.
Strażnicy pilnują billboardu w parku Staromiejskim
24 godziny na dobę łódzcy strażnicy miejscy pilnują billboardu w parku Staromiejskim. Billboard przedstawia zdjęcie (ze zbiorów archiwum państwowego) synagogi Altshtot i informuje o dacie jej wybudowania i spalenia. – Baner został już raz zniszczony, dlatego otrzymaliśmy polecenie z urzędu miasta, by go chronić przed wandalami – mówi Radosław Kluska z łódzkiej straży miejskiej. Do kiedy? Do odwołania. Strażnicy pilnują również siedziby Gminy Żydowskiej przy ul. Pomorskiej. – Kierujemy tam dwa patrole na dobę: od godz. 14 do godz. 22 oraz od godz. 22 do godz. 6 rano – dodaje Radosław Kluska. W godzinach wieczornych i nocnych łódzka straż miejska ma zwykle do dyspozycji 8 patroli. Dwa z nich są przypisane do pilnowania wspomnianych obiektów.
Ostatnio dużo miejsca w lokalnych miediach, zwłaszcza tych nie będących wbrew pozorom wiernopoddańczymi organami pana Prezydenta Łodzi zajmuje sytuacja Straży Miejskiej. Formacji powołanej do stania na straży bezpieczeństwa wszystkich łodzian, a nie tylko wybranych, czy też samej świty pana Prezydenta. Czy można mieć nadzieję, że coś się w związku z tym zmieni, że już na przykład będzie bezpiecznie w całym Parku Staromiejskim, a nie tylko małym jego fragmencie wokół pomnika? Czas pokaże. Cieszy, że w końcu także media dostrzegły problemy takie, jak chociażby Parku Staromiejskiego, o którym pisaliśmy już od dawna.
Pijany policjant za kierownicą!!!
Cztery rozbite samochody, uszkodzony sygnalizator świetlny, siatka odgradzająca torowiska i powalone ogrodzenie przystanku – taki jest bilans czwartkowej szaleńczej jazdy pijanego 29-letniego policjanta ulicami Łodzi.
Wszystko zaczęło się na al. Kościuszki przy ul. Struga. Tam pijany sierżant
- uderzył w audi.
Gdy jego kierowca zorientował się, że ma do czynienia z pijanym, chwycił za telefon, by wezwać policję.
- Wtedy ten drugi facet wskoczył do renault i chciał uciec – relacjonuje Marcin, świadek zajścia. -
- Uderzył jednak w sygnalizator.
Wysiadł z auta, część uszkodzonych lamp zapakował do bagażnika i odjechał z piskiem opon.
Chwilę później pojawił się na ul. Żeromskiego. Tuż za skrzyżowaniem z ul. Kopernika znowu utracił panowanie nad samochodem.
- Uderzył w zaparkowanego vw golfa
- i forda mondeo,
- wjechał na szyny tramwajowe,
- zerwał siatkę oddzielającą torowiska,
- wpadł na przystanek
- i powalił jego ogrodzenie.
Nie zatrzymał się, tylko pędził dalej. Przejechał kawał miasta i znalazł się w rejonie ulic Kurczaki i Kołodziejskiej. Tam
- wjechał w krzaki
i został zatrzymany przez funkcjonariuszy z sekcji wywiadowczej. Okazało się, że miał 1,7 promila alkoholu we krwi.
Autor: (tj) – Express IlustrowanyNie od dziś wiadomo, że policjanci za kołnierz nie wylewają. “Bo taka praca”. Nie od dziś wiadomo, że nie są wyjatkowymi ludźmi i nie pierwszy i zapewne nie ostatni to przypadek, że prowadzą po pijaku samochód. Także w Łodzi. Z resztą nie są to jedyne pozaprawne wyczyny policjantów jakie można zaobserwować na ulicach. Łamane ograniczenia prędkości, wszelkie inne zakazy – radiowozami bez uprzywilejowania, w biały dzień – są na porządku dziennym.
Kilka lat temu receptą na takie indywidua w policji miały być specjalistyczne testy predyspozycji psychiczno – intelektualnych przeprowadzane podczas naboru. Oby nie okazało się, że gęste sito zatrzymuje nieodpowiedzialnych kretynów, którzy kierują po pijanemu albo wysługują się mafii, za to przepuści ludzi inteligentnych, chcących naprawdę służyć społeczeństwu, a nie tylko odbębnić do szybkiej emeryturki. Na skróty i z procentowym znieczuleniem.
Pijani kierowcy zasługują na wyjątkowe potępienie. Pijani kierowcy policjanci nie zasługują na nic.
Chuligańskie menelstwo
7 czerwca około godziny 1:00 policjanci z Wydziału Zabezpieczenia Miasta zatrzymali wandala, który uszkodził policyjny radiowóz. Mężczyzna stawiał opór przy zatrzymaniu, kładąc się na ulicy uniemożliwiał policjantom przeprowadzenie interwencji
.Około północy 34 –latek wyszedł z mieszkania przy ulicy Narutowicza, gdzie odbywała się huczna impreza i poszedł do sklepu po papierosy. W okolicy zaparkowany był policyjny radiowóz. Mężczyzna bez żadnego powodu uderzył ręką w boczne lusterko, które odpadło na ziemię. W czasie, gdy wandal uszkadzał radiowóz policjanci interweniowali w pobliskiej kamienicy. Po wyjściu zauważyli zniszczony pojazd. Natychmiast podjęli działania zmierzające do ustalenia sprawcy.
Informacje uzyskane od świadków zdarzenia, szybko zaowocowały zatrzymanie wandala. Chcąc uniknąć odpowiedzialności, starał się utrudniać policjantom czynności w każdy możliwy sposób, m.in. kładąc się na ulicy. Łodzianin w chwili zatrzymania był kompletnie pijany. Miał ponad 2,3 promila alkoholu w organizmie. Usłyszał już zarzuty uszkodzenia mienia a także stawiania czynnego oporu policjantom. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności. Krewki 34-latek w przeszłości miał już konflikt z prawem. Odpowiadał za posiadanie fałszywych pieniędzy.
Gdzie ch. masz czapkę…. i szarfę.
Aktualizacja: 2009.06.05
Do skandalicznego incydentu z udziałem prezydenta Jerzego Kropiwnickiego doszło w poniedziałek w trakcie uroczystego odsłonięcia jednego z czterech ozdobnych minizdrojów przy ul. Piotrkowskiej.
Po oficjalnych przemówieniach w pasażu Schillera jeden z przechodniów głośno zarzucał prezydentowi promowanie Żydów, częste wyjazdy do Izraela i zaniedbywanie bieżących spraw miasta.
Nikt ze zgromadzonych urzędników nie reagował. Jerzy Kropiwnicki wziął kubek z nalaną ze zdroju wodą i podał mężczyźnie. – Napij się pan i idź sobie stąd – powiedział.
Mężczyzna chwycił kubek i wylał jego zawartość wprost pod nogi prezydenta, który mocno zdenerwowany odwrócił się i odszedł. Jerzy Kropiwnicki podszedł do młodego strażnika miejskiego i wybuchnął:
– Do k…. nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma – rugał blednącego z sekundy na sekundę funkcjonariusza.
– Ale panie prezydencie, jak tylko się dowiedziałem, to przybiegłem – bronił się strażnik.
– Gdzie masz ch… czapkę?! – Kropiwnicki atakował w ordynarny sposób przerażonego funkcjonariusza. – Trzeba się zastanowić, czy by was nie rozwiązać, bo do niczego się nie nadajecie – rzucił już zupełnie głośno prezydent i odszedł.
Sponiewierany strażnik stał, jak zamurowany.
– Współczuję takiego przełożonego – rzucił stojący nieopodal zdarzenia rowerzysta.
Marzena Korosteńska, z biura prasowego urzędu miasta ubolewa nad zachowaniem… przechodnia. – Prezydentowi było przykro, że podał wodę, a ta została wylana. Prezydent z pewnością był tym również zdenerwowany, ale nie kojarzę, by rozmawiał ze strażnikiem, tym bardziej w sposób wulgarny – mówi Marzena Korosteńska.
Polecamy także:
Wielka burza po k… i ch… prezydenta Kropiwnickiego do strażnika
List prezydenta Kropiwnickiego do Expressu Ilustrowanego i odpowiedź redakcji
Co wolno prezydentowi Łodzi? Żenujący spektakl chamstwa
Znieważony przez prezydenta Kropiwnickiego strażnik dostał… upomnienie
– Jak to gdzie? Razem z szarfą… Takiej odpowiedzi należałoby się spodziewać gdyby pytanie zadane było przez kogoś innego. Tym razem jednak odpowiadający był tym, który pytanie zadał.
Na uwagę pana Prezydenta: “– Do k…. nędzy! Jak was potrzeba, to was nie ma” uprzejmie przyłączamy się do tej wypowiedzi. Z jednym małym “ale”.
Jak ich trzeba to ich nie ma. Fakt. Często tak bywa. Ale dlatego, że pan Prezydent każe im na przykład warować na tyłach parku Staromiejskiego, z dala od miejskiego życia, aby pilnowali jakiegoś pomnika i instalacji materiałowo-metalowej. Podkreślamy - pomnika i instalacji! Nie bezpieczeństwa osób chcących w parku wypocząć, nie porządku i ładu w parku! Z miejsca gdzie muszą przesiadywać 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu parku właściwego nie widać!
To czemu pan Prezydent teraz się dziwi, że tam gdzie ich bardziej potrzeba – autorytet Prezydenta, nawet takiego, którego więcej w pracy nie ma niż jest też wymaga mimo wszystko ochrony – to ich nie ma?
Mieszkańcy Łodzi, panie Prezydencie, mają tak na co dzień! Im nie są podstawiane pod nos czyste, punktualne i bezpieczne autobusy, to jak to jest w zwyczaju, kiedy Jego Wielmożność Pan Prezydent zapowie się na pokazową przejażdżkę autobusem, oni codziennie zastanawiają się, gdzie owi oni są, zamiast być właśnie tutaj! Tak tak! Do oderwanej rzeczywistości ciężko się z powrotem przykleić.
Jeszcze raz zatem uprzejmie pana Prezydenta informujemy – są tam, gdzie ich najmniej Łodzianie potrzebują. Bo tak im pan kazał, panie Prezydencie.
Pijany zatrzymał tramwaje na al. Piłsudskiego
Przed południem przez pół godziny al. Piłsudskiego nie jeździły tramwaje. Pijany mężczyzna zachwiał się i wpadł między wagony “czternastki”, gdy ta ruszała z przystanku. Przechodzień przeżył tylko dzięki refleksowi motorniczego, który natychmiast zatrzymał tramwaj. Pijanym zaopiekowali się policjanci.
Park Staromiejski
Straż Miejska musi warować na tyłach parku. Z tego miejsca nie da się upilnować czegoś więcej poza tym murem.
Tymczasem po drugiej stronie murku życie toczy się dalej.
Na szczęście jeszcze nie wszystkie patrole pan Prezydent Kropiwnicki rozdysponował do pilnowania pomników, w związku z czym i na terenie samego parku można niekiedy liczyć na Straż Miejską. Obawiamy się jednak, że jedynie do czasu.











