Przemysław Dana – Express Ilustrowany
Przejażdżka na karuzeli z piwem w ręku w lunaparku pełnym dzieci czy wychylanie łyka z puszki na ul. Piotrkowskiej przy patrolu straży miejskiej powinny zakończyć się stuzłotowym mandatem. Tak przynajmniej mówi ustawa o wychowaniu w trzeźwości i zapobieganiu alkoholizmowi. Ale łódzka rzeczywistość przedstawia się zupełnie inaczej.
Sprawdziłem, czy jeśli będę paradował po mieście w niedzielne popołudnie z piwem, ktokolwiek zwróci mi uwagę. Najpierw wybieram się na Zdrowie. Ruszam do lunaparku. Bez problemu wchodzę na jego teren z puszką w ręce, bo nikt nie kontroluje wstępu do królestwa dziecinnych zabaw. Raczę się złocistym trunkiem na ławeczce przy karuzeli dla najmłodszych. Rodzice roześmianych kilkulatków, podobnie jak obsługa, najwyraźniej nie mają nic przeciwko. Co więcej, jak gdyby nigdy nic dosiada się do mnie w pewnym momencie starszy pan, który przyszedł z wnuczkiem. Nawet nie zmroził mnie wzrokiem widząc, że piję alkohol. Po chwili dostrzegam, że nie jedyny robię to bez skrępowania. W butelce, puszce czy plastikowym kuflu chmielowy napój dzierży w dłoni spora grupa spacerowiczów. Mam wrażenie, jakbym siedział w ogródku piwnym.
Więcej