Archiwum wpisów sklasyfikowanych znacznikiem "degustatorzy"
Pijacka bezczelność.
16 listopada patrolujący dzielnicę Widzew-Wschód policjanci zauważyli, że na jednej z ławek przy ulicy Haśka siedzi mężczyzna i ostentacyjnie pije z butelki wódkę. Kiedy podeszli z zamiarem legitymowania zwolennika wysokoprocentowego alkoholu oświadczył on, że nie ma przy sobie dokumentów. Wówczas policjanci udali się z nim do miejsca zamieszkania w celu potwierdzenia danych.
Tam zastali matkę mężczyzny, która podała jego dane. Oświadczyła również, że skłamał policjantów, że nie ma dowodu. Jak się okazało, cały czas miał go przy sobie. Matka nie chciała przyjąć syna do mieszkania, gdyż spodziewała się awantury spowodowanej jego stanem trzeźwości. Policjanci zabrali, więc mężczyznę do wytrzeźwienia. Podczas drogi do MOPiTU mężczyzna zaproponował policjantom łapówkę w wysokości 100 złotych, w zamian za zwolnienie. Funkcjonariusze uprzedzili go o konsekwencjach takiego zachowania. Pomimo to wyjął on banknot 100 złotowy i wsunął do kieszeni jednego z mundurowych.
Zastał zatrzymany jako sprawca przestępstwa. W chwili jego popełnienia miał ponad dwa promile alkoholu we krwi. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Ławeczka “przy tepsie”
Aktualizacja: 2009.11.14Aktualizacja: 14. XI 2009 r.
Tam się nic nie zmienia. Piją i bałaganią. Straż Miejska chyba wcale tam nie bywa.
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Wysyłam KOLEJNE zdjęcia. Codziennie piją, codziennie nowe butelki i puszki się walają. Straży nie widziałam.
Miejsce zostało już dawno zgłoszone Straży Miejskiej – zobacz pismo.
Łódź: Pijany awanturnik na klatce schodowej.
25 października przed 15.00 policjanci zostali wezwani na interwencję do bloku przy ulicy Nowej gdzie jak wynikało ze zgłoszenia mężczyzna awanturował się na klatce schodowej „dobijając się” do kilku drzwi.
Okazało się, że był nietrzeźwy. Nie potrafił wytłumaczyć swojego zachowania, podając personalia kilkakrotnie zmieniał dane. Funkcjonariusze ustalili najbardziej prawdopodobny adres zamieszkania awanturnika. Tam jego matka potwierdziła, że jest to jej 50-letni syn.
Mężczyzna w widzewskim komisariacie został przebadany pod kątem zawartości alkoholu w organizmie. Wynik wykazał ponad 2,6 promila. Dodatkowo usiłował przekupić policjantów wręczając 200 złotych łapówki.
Firmy budowlane mają alkomaty, a majstrów i tak ciągnie do butelki
Pili, piją i będą pić – bezradnie rozkładają ręce szefowie łódzkich firm. Niektórzy postanowili z tym walczyć, wejścia na budowy strzegą u nich alkomaty, może pojawią się psychologowie na etatach…
Deszczowy poranek, ul. Pabianicka w Łodzi. Z placu budowy wielkiego centrum Ikea wybiega robotnik w kombinezonie i kasku. Kilka susów przez jezdnię i już jest na stacji benzynowej. Przez chwilę upewnia się, że nikt “niepowołany” nie patrzy, po czym ściszonym głosem rzuca w stronę sprzedawcy: – Połówkę jakąś, proszę.
Lekko zażenowany kasjer ruchem głowy wskazuje na półkę: – Proszę, pan sobie wybierze.
Po chwili robotnik, z butelką pod pachą, pomyka już z powrotem w stronę budowy…
Prezes dużej łódzkiej firmy budowlanej: – Niestety, znów chleją w pracy. Opamiętali się tylko na chwilę, kilka lat temu. Był taki okres, przed wejściem do Unii, gdy w naszej branży panowało wielkie bezrobocie. Większość się hamowała, bali się pić, żeby nie stracić roboty. Ale potem otworzyły się europejskie rynki, całe brygady zaczęły uciekać do Anglii, do Irlandii. Wyglądało to tak. Ja robię gościowi awanturę, a on wyciąga środkowy palec i odpowiada: coś się nie podoba? – mówi prezes. Liczy on, że kryzys otrzeźwi budowlańców. (…)
Zgadza się z nim Tomasz Kajl, łódzki psycholog. – Myślę, że nie jest to wina specyficznych warunków pracy, a jednak ludzi, którzy idą do zawodu. Mają takie, a nie inne predyspozycje, często pochodzą z rodzin, w których pije się od pokoleń. To już widać w szkołach, w których się uczą zawodu, zanim jeszcze pójdą na praktyki – mówi Kajl.
Niestety, alkohol na budowie to nie tylko przykry zapach, ale i realne niebezpieczeństwo. Dokładnych statystyk dotyczących tragedii spowodowanych promilami nie ma. Ale urząd statystyczny podaje, że w 2008 roku w Łódzkiem doszło aż do 485 wypadków na budowach. Od wielu lat 40-50 procent nieszczęść w tej branży stanowią wypadki wynikające ze “stanu psychofizycznego i niewłaściwych zachowań pracowników”.
Pozostała część artykułu:
Firmy budowlane mają alkomaty, a majstrów i tak ciągnie do butelki – Łódź – Naszemiasto.pl
Poranek w Biedronce. Robotnicy jednej z firm ocieplających bloki kupują “śniadanko”
Trzy promile to standard – rekordzista trafił do izby wytrzeźwień już 150 razy w tym roku
Sobota, godzina 19. Na parking przed wejście do Miejskiego Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień przy ul. Kilińskiego co chwila podjeżdżają auta policji, pogotowia i straży miejskiej. Z każdego wozu wytaczają się pijani w sztok mężczyźni. Jedni są w stanie sami przejść kilkanaście metrów do poczekalni, inni muszą być podtrzymywani przez funkcjonariuszy. Ci, którzy podczas interwencji byli agresywni, są zakuci w kajdanki. W poczekalni panuje niebywały smród. (…)
Rekordzista tylko w tym roku przywożony był już ponad 150 razy.
– Wychodzą rano, a po kilku godzinach znów są przywożeni. To standard – mówi Marzena Kaczorowska, pielęgniarka koordynacyjna MOPiTU. – Oni mają telefony komórkowe i jeśli któryś chce się przespać w cieple, napić wody, czy dostać czyste rzeczy, dzwoni i informuje służby, że na ulicy takiej i takiej leży jakiś mężczyzna, któremu trzeba pomóc. Radiowóz podjeżdża, zabiera delikwenta i przywozi do nas.
Z poczekalni pijak trafia do lekarza. Tu jest ogólnie badany i dmucha, jeśli oczywiście ma siłę, w alkomat. Wyniki zwykle nie są niższe niż 3 promile.
Rekordziści, których nie brakuje, mają po 7, a nawet 8 promili. – W takich sytuacjach odsyłamy pacjenta na toksykologię do instytutu medycyny pracy – mówią pracownicy ośrodka. – Gdy poziom alkoholu mu spadnie, znów trafia do nas. (…)
Przed północą „klientela” ośrodka nieco się zmienia. Wówczas policja zaczyna przywozić pijanych awanturników, którzy w pijackim amoku wyżywali się na rodzinach. Jednej weekendowej nocy ośrodek przyjmuje 30 – 40 pacjentów. Gdy wytrzeźwieją, zostaną zwolnieni. Wielu z nich jeszcze tego samego dnia znów wróci.
Pozostała część artykułu:
Trzy promile to standard – rekordzista trafił do izby wytrzeźwień już 150 razy w tym roku – Łódź – Naszemiasto.pl
Czytaj także:
Łódź nocą.
Nasze miasto nocą, zwłaszcza weekendową, zamienia się w jedną wielką libację. Nie inaczej było w ciągu ostatniego weekendu.
Nieprzebrane rzesze pijanych i dalej pijących na Piotrkowskiej to już standard. Na reprezentacyjnej ulicy miasta pić na umór można bezkarnie. Miejski monitoring i tak zapewne okaże się akurat nie działać. Służby porządkowe każdej takiej nocy padają na całej linii. Nie zawsze jednak wynika to tylko z opieszałości czy braku działania.
Murek
Oto jedna z legendarnych już miejscówek: “murek przy CPNie”. I chociaż CPN już dawno przemianował się na ORLEN to jednak charakter tego miejsca pozostaje nadal bez zmian – miejsce niczym nie skrępowanego pijaństwa, wulgarnych okrzyków, śmierdzących uryną krzaków. Swoją drogą ciekawa jest polityka ORLENU – piwo sprzedaje chętnie, ale już toaleta w kluczowym okresie profilaktycznie wita przybyszów napisem “nieczynne”. I to jeden z kolejnych przykładów tego, jak normalny człowiek cierpi za zachowania innych.
Straży Miejskiej pozostaje tylko kontrolne objeżdżanie terenu co jakiś czas bez możliwości ukarania kogokolwiek za spożywanie tam alkoholu. Z czego to wynika? Oto co pisze jeden z naszych komentatorów Zizu:
nie jeden mandat tam wypisałem nie ma żadnych przeciwskazń formalnych żeby karać osoby pijące na murku mandatami adres Plac Komuny Paryskiej lub ul.Tuwima problemem jest ilość osób tam pijących i ich przekonanie że nie robią nic złego dyskusje ciągną się minutami a na ławkach za murkiem ustawiają się następni z butelkami temat szczególnie w weekendowe noce trudny do ogarnięcia jedyne wyjście to ustawienie tam patrolu lub patroli żeby juz na samym poczatku zapobiegać przychodzeniu w to miejsce setek pijących i systematyczne znięchęcanie i odstraszanie od tego miejsca tylko że pójdą w inne i tam wypija co trzeba
No cóż. Można pilnować dykty w parku Staromiejskim, to może i murka co jakiś czas można by było przypilnować od samego początku. No tak, ale czy to coś da? Przecież Straż Miejska na miejscu była i jedynie swoim brakiem działania w swoisty sposób legitymizowała spożywanie alkoholu w tym miejscu. To, że pójdą w inne miejsce to żaden argument, zwłaszcza w piątkową czy sobotnią noc. W tych innych miejscach już dawno są im podobni. Zatem przyzwolenie na murek jako formę swoistego getta jest pomysłem chybionym. Póki co lepszy rydz niż nic, dobra więc chociaż “gnębienie” samą swoją obecnością.
Niektórym toaleta nie jest potrzebna
To jeden z mniej ekstremalnych przykładów załatwiania swoich wzmożonych spożyciem potrzeb fizjologicznych – płot przy al. Kościuszki. Zawsze to trochę na uboczu… Opodal grupka jakich wiele – towarzyska konsumpcja alkoholu na ulicy. A może czekają w kolejce do płotu…?
Pani przyszła z pieskiem, czy bez pieska?
Nie mniej ciekawe sceny rozgrywają się w tym czasie na jednym z większych i mimo późnej pory ruchliwym skrzyżowaniu – Mickiewicza / Kościuszki. Otóż pijana – jak się wkrótce okazało do nieprzytomności – kobieta spaceruje środkiem skrzyżowania. W jednej ręce smycz z psem, w drugiej niemal w całości opróżniona butelka wódki. Kobieta z pomocą nieco bardziej przytomnych balangowiczów dociera na chodnik, gdzie pada na ziemię. Następuje szybkie przetrzepanie przez gapiów jej kieszeni, portfela, dokumentów. Prawdopodobnie z czystej ciekawości….
![]() |
![]() |
![]() |
Na miejscu czy na wynos?
W tym samym czasie, tuż obok, około 18-osobowa grupa młodzieży raczy się piwem pod monopolowym. Ugasiwszy pierwsze pragnienie ruszają w miasto. Sklep jednak na obrót nie może narzekać. Nadciągają kolejni. Ktoś demoluje przystanek tramwajowy, ktoś inny nie mogąc ustać na nogach owija się wokół słupka sygnalizatora ulicznego i osuwa się na ziemię.
Wszędzie dobrze
Łódź, jako miasto pretendujące do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury prezentuje się znakomicie. Także pod Łódzkim Domem Kultury. Tam oczywiście też się pije. Przystanki MPK to też dobre miejsca. Jak wszystkie przecież.

A po imprezce
Myliłby się jednak ten kto sądzi, że służby miejskie nie robią kompletnie nic. Izba wytrzeźwień pęka w szwach, a kolejka z darmowymi taksówkami z szyldem Policja lub Straż Miejska ustawia się z braku miejsca już na ulicy.
Jarmak na Piotrkowskiej.
Na Piotrkowskiej zakaz spożywania alkoholu nie obowiązuje. Zarówno w tygodniu, w czasie Święta Łodzi czy jak widać Jarmarków.
Ulica Piotrkowska – jedna wielka libacja.
Plac Wolności – początek ulicznych pijaństw, zarówno bezpośrednio pod pomnikiem jak i na okolicznych ławkach
Konia z rzędem temu, komu uda się przejść Piotrkowską od przecznicy do przecznicy nie napotykając pijącego alkohol. O tym, żeby nie spotkać zataczającego się z przepicia szkoda nawet wspominać. Konkurencja tak samo skazana na porażkę.
Piwo, wódka, wino leją się do gardeł strumieniami, bezkarnie. I zaznaczmy, że nie mówimy tu o piciu w ogródkach. Służby miejskie zdają się chyba nie zauważać tego problemu. Trudno nawet spotkać strażnika czy policjanta. Wolą nie podejmować wyzwania jakim niewątpliwie byłoby im udawać, że łamania prawa nie widzą.
Alkohol jak wiadomo pomaga popełniać przestępstwa. My podczas kilkunastominutowego nocnego pobytu na Piotrkowskiej zdążyliśmy być zaczepienie przez dwóch pijanych młodzieńców potrzebujących papierosa. Odmowa poczęstowania spotkała się z delikatnie mówiąc niezrozumieniem. Pięciokrotna odmowa spowodowała, że uchlany młodzian zaczął pytać, czy mamy jakiś problem. Nie chciał uwierzyć, że nie. Na koniec stwierdził, że w takim razie “nas pierdoli i sam sobie kupi”. Tym razem udało się wyraźną agresję opanować spokojem. A
Skoro na samej Piotrkowskiej kwitnie nieskrępowane łamanie prawa i kultury nie ma co się dziwić, że na jednej z przecznic – ulicy Tuwima, na przeciw sklepu z alkoholami do libacji można przysiąść wokół fontanny. Bandy pijanej młodzieży piją na potęgę na ławeczkach. Wokoło oczywiście śmietnik jak to bywa w takich miejscach.
Czy tego miasta ktoś pilnuje? Jaki będzie następny krok służb i władz miasta? Przyzwolenie na napady i kradzieże?
Czy tak ma polegać piątkowy relaks na głównej ulicy miasta aspirującego do miana europejskiej stolicy kultury?





















